Echa Killington.

March 1, 2010 by admin 

W dniach 19-24 02.2010 Polonia NY odbyla oboz sportowy w Killington. Ach co to byl za wyjazd. Wladze klubu odpowiednio zadbaly o naszych zawodnikow i przygotowaly iscie krolewskie warunki treningowo-noclegowo-wypoczynkowe.


Dosc dodac, ze zakwaterowani bylismy w Grand Hotel, jednym z najlepszych hoteli, w ktorym do naszej dyspozycji mielismy silownie, odkryty basen z podgrzewana woda, jacuzzi oraz saune i steam room. Dodatkowym atutem byla lokalizacja, doslownie o rzut Beretem (bez urazy Waldi), wybicie Lysenkova, dlugosc narty od stoku. Pogoda rowniez byla naszym sprzymierzencem, dzien po dniu przeplatajac dla nas snieg ze sloncem. Tym, ktorzy zdecydowali sie na wyjazd do Killington, z pewnoscia utkwi on na dlugo w pamieci, bo zarowno treningow jak i smiechu bylo co nie miara.
Pod nieobecnosc trenera Janusza Zalewskiego, ktoremu zyczymy szybkiego powrotu do zdrowia, treningi prowadzil Michal Siwiec. Dla jednych byly one motywem w walce ze zbednymi kilogramami, dla innych impulsem, by podobnie jak niedzwiedzie zaczac budzic sie z zimowego snu. Liga w koncu tuz-tuz i nikt z pewnoscia nie bedzie klekal przed nami na kolana. Wedlug tajemniczej trenerskiej rozpiski zdobytej przez kapitana Damiana Janickiego, zajecia mialy sie odbywac dwa razy dziennie. Rano wiec byla sniegowa zaprawa a’la Rocky IV, a wieczorem klasyczna gierka 4 vs 4. Z kazdym jednak dniem gierka sie wyszczuplala do 3 vs 3 , 3 vs 2. Powodem tego stanu rzeczy jak to niektorzy nazwali, byly zakwasy. Ewenementem sa miejsca w ktorych sie pojawialy. Wybrancy mieli je na gardlach i na glowach(choc pozniej zmienili wersje na problemy cisnieniowe zwiazane z wysokoscia n.p.m).
Jak sie szybko okazalo, dwa treningi dziennie to zbyt malo dla niektorych zawodnikow. Najtwardsi dodatkowo probowali “zajechac sie” na narciarskich stokach. Tam prym wiodl Michal Siwiec, ktory poruszal sie miedzy stokami zwinnie niczym kozica. Jakiez bylo jego zdziwienie gdy trojka smialkow w skladzie Damian Janicki, Mariusz Kulesza i Lukasz Jagodzinski probowala mu dorownac kroku i niczym cien podazala jego sladem. Czasami jednak ambicja “mlodych wilkow” okazywala sie niewspolmierna z ich umiejetnosciami, stad czesto dawalo sie slyszec z glosnikow alarmy o stanach lawinowych spowodowanymi upadkami nowych adeptow narciarstwa. O ile w slalomie specjalnym brylowal Michal Siwiec o tyle w biegu zjazdowym nie mial sobie rownych Lukasz Jagodzinski. Najgrozniej za to na stoku wygladal Damian Janicki, ktorego kurtka reprezentacji Austrii zdradzala wszystkim, ze walka z tym zawodnikiem to nie przelewki. Swoistymi popisami wspomnianej czworki byly zjazdy na czarnych trasach- tzw. double diamond. Trzeba wspomniec, ze stawke naszych polonijnych alpejczykow uzupelnialy dzielne dziewczyny w skladzie: Ania, Justyna i Asia. Mysle, ze z takim zaangazowaniem kolejna zimowa olimpiada jest w naszym zasiegu. Patrzac przez pryzmat deficytu jaki w ostatnich latach dopadl polskich alpejczykow, nasz wystep jest jak najbardziej realny.

Ponizej probka umiejetnosci Mariusza Kuleszy:

Pozostala czesc zawodnikow postanowila zamienic narty na silownie, gdzie prym wiodly tzw. wiosla.
Tutaj z kolei nie do pobicia okazal sie Waldek Wolski, ktorego wynik 335 m w czasie 1 min budzil podziw zarowno wsrod pracownikow jak i hotelowych gosci. Po pietach deptali mu Lukasz Jagodzinski 326 m oraz Marcin Kulak 318 m. Popularny Don zaraz po biegu oznajmil, ze za rok nie bedzie mial sobie rownych i rekord bedzie w jego rekach. Dalsze miejsca zajeli Rafal Stefek i Mariusz Kulesza.


Po calodniowych trudach treningowych nasza ekipa zazywala wieczornych relaksujacych kapieli w basenie i jacuzzi. Co z tego skoro rowniez i tam postanowiono zrobic zawody w plynieciu pod woda. W tej dyscyplinie nie mial sobie rownych Jagoda ktory przeplynal 1,5 basenu, zaraz za nim byli Marcin Kulak i Damian Janicki z dlugoscia 1 basenu.


Jedyna niepodzianka bylo wypadniecie ping-ponga z turniejowego kalendarza. Zawody, w ktorych kazdy uwazal sie za faworyta, nie odbyly sie z powodu braku odpowiedniego sprzetu. Rakietki jakie zapewnial hotel, do zludzenia przypominaly deski do krojenia chleba albo nogi niektorych polonijnych pilkarzy (ze wzgledu na material z jakiego byly wykonane).
Czas wolny jaki mieli Polonisci wieczorami, spozytkowany byl glownie na ogladanie zmagan olimpijskich. Pomimo dobrej jakosci hotelowych telewizorow, niektorzy zawodnicy zarzekali sie, ze prawdziwe HD przekazu dostepne bylo jedynie w okolicznych barach. Jak przekonywal Bartek Malinowski, nic tak nie oddawalo ducha skokow jak ogladanie ich w towarzystwie lokalnych amatorek tego sportu. Wielogodzinne tlumaczenia zasad i tajnikow tejze dyscypliny zaprocentowaly (doslownie) licznymi pozakonkursowymi atrakcjami.
Prawdziwym odkryciem tego wyjazdu byl jednak Krzysztof Sloma. Byly zawodnik Resovii byl istnym wodzirejem tego obozu i dostarczal humoru z najwyzszej polki. Jego celne polsko-angielskie puenty rozbawialy do lez pozostalych Polonistow. Dosc dodac, ze do swoich lekcji probowal naklonic nawet Bartka Malinowskiego, a jego slynne powiedzenie- “Can we get a shot from you” przejdzie na stale do zargonu polonijnego.
Reasumujac krotko, oboz zaliczony. Byla to swietna odskocznia od codziennosci oraz balsam dla przepracowanego ciala i duszy. Mysle, ze za rok wiekszosc z nas bedzie chciala tam wrocic ponownie. Mamy nadzieje, ze frekwencja bedzie o niejeden szczyt wyzsza i obfitsza niz opady sniegu.

Oto sklad ekipy Polonii NY Soccer Club- Krzysztof Sloma, Michal Siwiec, Bartlomiej Malinowski, Lukasz Jagodzinski, Rafal Stefek, Waldemar Wolski, Damian Janicki, Marcin Kulak, Mariusz Kulesza.

Enter Google AdSense Code Here

Comments

Feel free to leave a comment...
and oh, if you want a pic to show with your comment, go get a gravatar!